“Nastrojenie – szóste chlup”

Oczy na wpół zamknięte.
Człowiek siedzi, człowiek się garbi, człowiek się waha – to w lewo, to w prawo. Niezdecydowanie rozpiera wnętrze potwora.
Przed oczami szklanki dwie, jedna na wpół pełna, druga ze śladem szminki wpół pusta. Ściany powoli przysuwają  się do siebie w swój dobrze znany sposób. Obok szklanek popielniczka, brzydki śmierdzący jeżyk łypiący oczami, puszczający dym czymkolwiek się da.

- Skąd ta szminka?

… następuje szóste chlup. Ściany połączyły się w jedno, tworząc zimną skałę samotnych i zapomnianych, ktoś dostał szału, ktoś nie dostał dziś wypłaty. Proza życia i codzienność tulą do snu w swoim opętaniu.

- Jutro będzie lepiej. – szepce człowiek - Jutro będzie lepiej…? – zawahał się po raz kolejny - Jutro Bóg nas zbawi…

“Opowieść niekoniecznie wigilijna – pauza.” (cz.2)

(część pierwsza tutaj)

III.

W tym miejscu autor popadł w chwilę zadumy, nie wiedział bowiem, że owa chwila będzie trwała trzy i pół roku i że po tym czasie będzie próbował wprawić w ruch wskazówkę zegara, która i tak chodzi jak chce – czasem do przodu, czasem do tyłu. Podczas tej chwili zadumy nad dalszym losem bohaterów nie myślał tylko o nich, miał też wiele spraw na głowie, popełnił kilka radykalnych kroków w swoim życiu, napisał wiele utworów, oraz przeczytał kilka, robiących na nim samym wrażenie, książek. Słuchał także muzyki przeróżnej, spotkał na swojej drodze wielu ekscytujących ludzi, także i takich których już nie pamięta, bo pewnie nie warto było pamiętać, wypił morze alkoholi wyskokowych, wypalił niezliczoną liczbę papierosów i przejechał grube tysiące kilometrów w celu różnym.

Czytaj więcej »

“Opowieść niekoniecznie wigilijna.” (cz.1)

Była zima, zima ma to do siebie, że lubi być.

I.

Widział już wiele, a myślał tak samo. “Co się dzieje?” – zapytał sam siebie wsiadając do obrzyganego trolejbusu, będącego jeżdżącym pomnikiem tej wymyślnej a może zmyślonej miejscowości, gdzie była tylko jedna linia, której końca nie znał nikt oprócz samego ślepawego kierowcy.

Czytaj więcej »

“Ordinarius.”

Poranek niczym zwykły deszcz.

Pan Stanisław wstał delikatnie od stołu, inaczej niż to bywało zwykle. Po zakończonym śniadaniu podparł się swoimi wiekowymi dłońmi tak by nie zagiąć czystego obrusu. Lubił mieć czysto na stole, nigdy nie kruszył i dbał o to, by ciężka praca jego żony nigdy nie szła na marne. Kiedy odeszła, podtrzymywał już tradycję domową, bo cóż mu zostało.
Nie mieli dzieci. Zawsze sobie tłumaczyli, że Bóg wybrał dla nich taką drogę i postawił przed nimi inne wyzwania niż wszystkim, co by w ludzkości nudy nie było. I postawił. Pan Stanisław weteran wojny niejednej, Światowej, o miedzę pod Koluszkami, z SB w stolicy Warmii, pod stocznią z ZOMO i jednej mniej krwawej z ZUSem po śmierci żony, Marii.

Czytaj więcej »

“Nocna lampka”

Świat ma deficyt na kolory, gdzie nie spojrzę to uboga skala szarości. Nawet drzewa o których nam mówiono, że są zielone, jakoś takimi teraz nie są. Co to jest teraz?

Miejsce – plaża, czas – nieznany, chyba jest mało ważny, nie wiem ile mam lat, nie wiem jaka pora roku, nawet nie wiem czy jest zimno.
Miejsce już bardziej kojarzę, podobne, ale nie tak samo znane – czuję się dobrze. Na tej plaży stoją ludzie, różnie ubrani, różni ludzie, wpatrzeni ja zahipnotyzowani w horyzont. Scena jak z tego znanego filmu, ale tym razem to nie są anioły, mają płeć, są normalni – czyli beznadziejni. Stoją, nic nie mówią, jakby ostatni podmuch wiatru zabrał im ten cenny dar, z którego i tak nie potrafili korzystać, patrzą w dal, czekają na coś co ma nastąpić, ja też na to czekam, ja w przeciwieństwie do nich idę.

Czytaj więcej »

“Nastrojenie – piąte chlup”

Krzesło czarne i twarde, oczy w sufit wpatrzone, w uszach śpiew syren zza okna – ktoś znowu umiera.
Bulgotanie usnęło, zmęczone całodzienną zabawą, nie przeszkadzajmy mu, niech ma siły na jutro.
Noga na nodze, w dłoni papieros, rozjaśnia umysł, zagłuszając dymem myśli zmącone.
Pyk pyk dym leci, pyk pyk zagłusza… pyk pyk…

Piąte chlup.

Cisza.

Cyt…

Cyt, zasnęło, cichutko w spokoju,
serce zmęczone wtulone w pierś jego,
nie młode, już swoje wiele przeżyło,
nie młode, miliardy rytmów wybiło.

A teraz leży, śpi słodko wraz z nim,
ułożonym w fotelu jego ulubionym,
nie przeszkadzajmy i na palcach chodźmy,
nie przeszkadzajmy niech wreszcie odpocznie.

Od zgiełku życia codziennego,
od polityki i smutnych wiadomości,
od chwil pięknych, słodkich, radosnych,
od podejrzanych zbiegów okoliczności.
Od wojen, północy, południa,
od wschodów i zachodów słońca,
od telefonów, trosk swoich, nie swoich
od pracy co nigdy nie miała końca.
Końca nie miały inne też sprawy,
niech od nich odpocznie to najważniejsze,
od papierosów, alkoholu, wierszy,
od prozy i słów co były najmniejsze.

Cyt, niech odpoczywa,
a pani nie wzywa jeszcze doktora,
dajmy mu spokój, jutro garnitur włoży,
teraz niech śpi, należy się mu,
zanim w ciemnościach na wieki się położy.

Cyt, zasnął człowiek i serce zasnęło,
ono w piersi, a on w fotelu,
nie przeszkadzajmy gdyż,
zakończył swą drogę i stanął dumnie,
stanął u celu.