Supermarket.

To jest promocja,
dziś jednym słowem,
możesz zabić wszystko co żywe.

To jest okazja,
by wykorzystać pustostan wiary
w drugiego człowieka.

To są bonusy,
kroimy mięso,
stawiamy kropkę i wychodzimy.

To jest komedia,
tragizmem nakryta,
zbrodnia wręcz doskonała,
by z tej okazji, promocji, bonusu,
jakaś normalność powstała.

(04.02.2005)

Manifest – sumienie

Napisałem manifest,
do władz wszelakich,
że szwankuje mi
sumienie,
szwankuje gdyż,
w wielu sytuacjach
nie raczy się pokazać,
dać znać o sobie.

U innych sprawne aż nadto…

Manifestuje was,
władze piękne i młode,
że nic z tym nie robicie,
macie swoje rentgeny
sumienia,
a tutaj bubel.

Źle ponoć na świecie,
a ja się nie przejmuję,
gdzieś wody brakuje,
środków do życia,
a ono mnie nie gryzie,
dlaczego?

Alkohol, papierosy, kawa,
stają się dewocjonaliami,
gdzie znak stop?
Manifestuje was,
decydenci, młodzi,
piękni, zróbcie
coś wreszcie!

Przestałem się wstydzić,
hamować, manifestuje was!

Napisałem manifest,
właśnie teraz,
wsadziłem w kopertę,
nakleiłem znaczek,
jak to znaczek wypada nakleić.
Lecz użerać się z dziewicą w okienku
nie będę.
Nie wyślę go do was, władze,
nie dowiem się czy nie lubicie manifestów,

gdyż nie mam sumienia.

Bławatek.

Kiedy przyjdziesz, zapukasz.
Zrobisz to cicho, wraz ze swoją wrodzoną czułością i delikatnością, której tak wielu nienawidzi. Zapukasz, poczekasz, aż drzwi się uchylą.
Otworzę, usłyszę i otworzę.
Będziesz miała łzy w oczach i stać będziesz bez ruchu, czekając jakby na pozwolenie, stać będziesz chwilę, potem wejdziesz i przywitasz. Bez słowa, bez zbędnych gestów, przywitasz i wejdziesz dalej.
Tam będą stały kawa i herbata na stole. Herbata jaką lubisz, różana, w filiżance z pękniętym uchem, co wspomnienia tylko przywołuje, a słuchać już nie potrafi. Obok filiżanki łyżeczka, czekająca na twoją delikatną dłoń i cukiernica.
Kiedy przyjdziesz, ja zdejmę ci płaszczyk i powieszę na kołku, podejdę delikatnie i poprowadzę do miejsca w którym usiądziesz, poczujesz znowu jak u siebie. Nic nie będę przynosił, gdyż wszystko już gotowe.
Spojrzę na ciebie.
Ty spojrzysz na mnie.
Kiedy przyjdziesz, ten stary zegar co zatrzymywał się wiele razy, te lata temu, znów się zatrzyma, pozwoli zapomnieć, po raz kolejny, pozwoli zbliżyć, dotknąć, da czas na otarcie łez.
Ja nie będę pamiętał.
Ty będziesz zapominać.
I już na tę chwilę, chwileczkę, utopimy naszą namiętność w ustach, nie będziesz siedzieć i czuć znowu jak u siebie, gdyż jesteś w domu, kiedy przyjdziesz. Słońce zajdzie w swojej krwistości, a my, jedno, zamkniemy kolejny rozdział niepamiętnej historii.
Kiedy przyjdziesz, będzie lato, zapach bzu, koszonej trawy i twojej skóry uspokoją nerwy a dreszcze już nie z lęku, tylko z naszych ciał wypływać będą. Wszystko się zmieni, kiedy przyjdziesz.

Za oknem burza.
Prąd, ktoś o nim już dawno zapomniał. Herbata zimna już, kawa wylana, na cukiernicy pajęczyna, pająka, co już przestał tu zaglądać.
Dreszcz.
Ściana zimna, z plamą po kawie na swojej szarej sukni, ręce wyciąga.

Kiedy przyjdziesz?

„Viva La Resistance!”

Jesteś wyzwolona, wyzwolone są twoje piersi, za które pozwalasz się łapać tym obleśnym dłoniom, wyzwolone są twoje nogi, które całkowicie odsłonięte manifestują twoje zniewolenie, wyzwolona jest twoja dupa, posadzona na umięśnionych udach właściciela obślizgłych łap, rzucającego frywolnie jakieś kurwy i chuje. Jesteś wyzwolona, jak twoja mina pozująca do zdjęcia, twój grymas dumy, wywołujący zazdrość przyjaciółek, bo on ma kasę, bo on jest gość , bo on będzie rżnął dzisiejszej, ponurej nocy ciebie. Dziś on zrobi z ciebie gwiazdę porno, którą skrywał gdzieś potajemnie w najbardziej wyuzdanych marzeniach, dziś on zrobi z tobą wszystko, a ty mu na to pozwolisz, twoje wyzwolenie na to pozwoli, byś po raz kolejny, patrząc sobie w oczy, poczuła się jak księżniczka, jak szmaciana laleczka w koronie z dwiema stówami w majtkach, albo i nie. Nie szkodzi. On nie jest pierwszy, ty nie jesteś pierwsza.

Czytaj więcej »

Powtórka.

Nawet w raju, Świat zmęczony, oczy zamyka, śniąc namiętnie o pięknym cudzie stworzenia,
o programach, mądrych publicystycznych,
o kobietach lekkich obyczajów,
o mężczyznach żebrzących na kolejną butelkę wina,
o szmatławcach, arcydziełami zwanymi,
o chłopcach zwinnych na wojnie i filmach bohaterskich o nich,
o politykach mądrych, głupich, obiecujących i obiecanych,
o kolejnych drzewach wyciętych, ulicach budowanych,
o tym co spadnie z kosmosu za chwilę
i rozwodach na miłości opartych.

Nawet w raju Nadzieja jest!
Nikt jeszcze się jej nie pozbył, nadziei o ponownym cudzie stworzenia,
o poranku z Adamem i Ewą,
o cichym pominięciu węża w tym całym, cudownym procesie.

Nawet w raju Świat zmęczony, oczy już zamknął, jako ostatni, dajmy mu śnić…

…kto więc wyłączy telewizor?

„Sprintem do nieba.”

„To jest życie”. Można by cytować, te super mądre kilka miliardów osób, które w swoim, właśnie życiu wypowiedziało te słowa. I co z tego, kurwa, że powiesz, jak ja o tym wiem i Mc’donaldsowej Ameryki nie odkryłeś.

Zimny poranek, lata dziewięćdziesiąte, wtedy jeszcze bywały zimne poranki, wtedy można było nosić szalik i z tego powodu nie chorować. Wódka stawiała na nogi, nikt się w zimne poranki nie dziwił, że śmierdzisz, gdyż niejeden nie czuł tego odoru z powodu samoistnej i automatycznej konsumpcji.

Czytaj więcej »

Mori.

Umarł świat,
Umarli bogowie,
Umarły ideały,
Umarły także wspomnienia.

Puste ulice zachęcają bardziej niż kiedyś,
niż tętniące hałasem, agresją, tzw. życiem.
Umarli bogowie, nie ma telewizji,
pani gazety już nie sprzedaje,
wspomnienie o niej błąka się między blokami,
martwymi od zawsze!

Dom stoi pusty,
puste marzenia,
gdyż ostatnie spełnione:
umieramy oboje obok,
dobrze, że razem,
dobrze, że Ty,
dobrze, że My,
razem.